szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2012

Sałatka z cukinii i ziemniaków -z wyczuwalną jesienną nutką.

Wiem, że początek września, to jeszcze nie jesień.
I wiem, że jesień, to nie tylko babie lato i ciepłe kolory.
Ale zdążyłam się już zachłysnąć tym niesamowitym przejściem z lata w pierwsze, prawie-jesienne dni.
I czuję, że ta euforia się pogłębia!

W planach mam dziś dłuższa wycieczkę rowerową z aparatem pod pachą.
A tymczasem: jesienna sałatka. Trochę eksperymentalnie, w ślad za Elą Ma z blogu Potrawy półgodzinne. Chłodzi się właśnie w lodówce, ale z pierwszego smakowania (czyt.: wyjadania) już przypadła mi do gustu :)
Od oryginały rózni ją to, że obrałam cukinię ze skórki i całość doprawiłam odrobiną ostrej musztardy.
Polecam :)






SAŁTAKA 
Z CUKINII I ZIEMNIAKÓW

5 ziemniaków
pół średniej cukinii
4 ogórki małosolne
2 pomidory
kilkanaście słodkich śliwek węgierek
natka pietruszki (spora garść)
sól, pieprz, oliwa, sok z cytryny
musztarda (opcjonalnie)

Ziemniaki i cukinię obieramy i gotujemy na parze. Cukinię lepiej dodać pod koniec, aby nie zrobiła sięz niej papka. Półtwarde warzywa studzimy i kroimy w większą kostkę. Pomidory obieramy ze skórki, kroimy w cząstki; ogórki w słupki, śliwki również w słupki lub półćwiartki.
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, dodajemy posiekaną natkę pietruszki, doprawiamy solą, pieprzem, oliwą i sokiem z cytryny. Choć tak naprawdę doprawiamy wedle uznania, ja dodałam jeszcze musztardę.
Smacznego! :)





A oto i kolejny przejaw mojej wczesno-jesiennej euforii:


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Muffiny z muesli.

Robienie muffinek jest jedną z rzeczy, która przynosi mi prawdziwą, czystą radość!
Nawet, kiedy w efekcie eksperymentu zamiast puszystej babeczki wychodzi zbity kamień do samoobrony nie zniechęcam się ;)
Dzisiejsze muffinki zrobiłam na bazie przepisu Nigelli. Mówię 'na bazie', bo zmodyfikowałam kilka rzeczy: zmniejszyłam ilość cukru, mąkę zamieniłam na pełnoziarnistą, zamiast granoli dodałam muesli własnej roboty (wcześniej namoczone w mleku) i dosypałam dwie łyżki siemienia lnianego i zmniejszyłam ilość tłuszczu. Babeczki są naprawdę smaczne: mięciutkie, wilgotne i pełne smakowitych bakalii. Jak dla mnie, to wymarzone śniadanko!




MUFFINY Z MUESLI
/wg Nigelli Lawson/

1 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1/3 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki brązowego cukru
220g muesli* (namoczone wcześniej w mleku)
szklanka maślanki
1 duże jajko
1/5 szklanki oliwy

*moje domowe muesli to mieszanka płatków owsianych z rodzynkami, pokrojonymi w kosteczkę suszonymi morelami i bananami, słonecznikiem, fistaszkami i wiórkami kokosowymi





W osobnych naczyniach łączymy suche składniki i mokre. Dodajemy do siebie zawartości obu naczyń, mieszamy i napełniamy formy do muffinek do 2/3 wysokości.
Muffinki pieczemy ok. 25 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Studzimy na kratce.




środa, 30 listopada 2011

Brukiew -z czym to się je?

Dobra, przyznaję się bez bicia, że jeszcze całkiem niedawno nie wiedziałam jak wygląda brukiew! Wstyd? Może trochę ;) Jednak grunt, że zaległości nadrobiłam i powiedzmy, że już poniekąd 'obyłam się' z tym nowym-starym warzywem.
A przygoda z brukwią zaczęła się od niewinnej skrzyneczki tego rzepowatego warzywa, którą dostałam w prezencie. Zacierając ręce przed brukwiowym wyzwaniem -najpierw trochę się obczytałam o tym, z czym to się w ogóle je.

I w ramach informacji dla tych, dla których stara brukiew to cudak owiany tajemnicą: warzywo to dawniej uznawało się za tradycję i podstawę polskiej kuchni. Często nazywano 'warzywem biedoty' i zapewne dzięki temu iż 'zimy się nie lęka' -wiele osób zdołało dzięki niej przetrwać zimę.
Dziś brukiew wróciła do łask. Chętnie sięgają po nią poszukiwacze tradycyjnych smaków, jak i osoby na diecie. Tych drugich zapewne zachęca fakt, iż warzywko jest sycące i niskokaloryczne. Ponadto, ma sporo zastosowań w medycynie:  jest pomocna w chorobach skóry, wzmacnia włosy, działa moczopędnie, a zawarte w brukwi glukozynolaty przeciwdziałają czynnikom rakotwórczym. Brzmi ciekawie, prawda?



Ja z mojej brukwi przygotowałam sycącą zupę (której niestety nie zdążyłam sfotografować) i surówkę, która ostatecznie przekonała mnie do tego warzywa. Oto ona:




SURÓWKA Z BRUKWI

1 średni korzeń brukwi
duże jabłko (najlepiej kwaśne)
2-3 łyżki tartego chrzanu
jogurt naturalny
pół szklanki rodzynek
sól, pieprz i odrobina cukru do smaku
(ewentualnie nać selera)

Brukiew obieramy ze skóry i ścieramy na drobnej tarce. Jabłko również ścieramy drobno. Łączymy ze sobą wszystkie składniki, doprawiamy do smaku i gotowe.


niedziela, 27 listopada 2011

Ekspresowy chlebek otrębowy.

Zapach chleba ma w sobie jakąś magię.
I człowiek jakby łagodnieje.
 I jakby w sekundę, choć na sekundę przechodziły wszelkie nerwy -bo pachnie świeży chleb.
Lubię takie proste 'zatrzymywacze czasu' :)


Zrobiłam ostatnio ekspresowy chlebek z otrębów -i choć daleko mu do tradycyjnego chleba -pachnie równie pięknie. Smakuje inaczej -ale smakuje, i to bardzo! Robiłam go już drugi raz i na pewno zrobię i trzeci, i czwarty...:)
Zalety: zdrowy-otrębowy, chrupie w nim słonecznik, wilgotny, dobrze się kroi (mimo, że lekko się kruszy) i robi się bardzo bardzo szybko. Polecam!



CHLEB OTRĘBOWY
/ekspresowy -proporcje na 1 korytko/

150gotrębów pszennych
150g otrębów żytnich
3 łyżki płatków owsianych
3-4 łyżki mąki kukurydzianej
łyżeczka soli
pół łyżeczki ziół prowansalskich
25g drożdży
4 łyżki oliwy
1 jajko
płaska łyżeczka cukru
1 1\2 szklanki mleka






Drożdże rozpuszczamy w pół szklanki letniego mleka, dodajemy cukier. Dosypujemy otręby, mąkę, płatki, sól i zioła. Dodajemy roztrzepane jajko, oliwę i mleko. Jeśli ciasto będzie bardzo suche -możemy dolać jeszcze odrobinę mleka.
Całość przekładamy do korytka i odstawiamy w ciepłe miejsce na około pół godziny.
Kiedy chleb trochę wyrośnie wstawiamy korytko do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.
Pierwsze 10 minut pieczemy chleb z termoobiegiem, kolejne 20 -już normalnie, bez termoobiegu.
Odstawiamy chlebek w chłodne miejsce, by wystygł -wtedy lepiej się kroi. Smacznego!


poniedziałek, 14 listopada 2011

Klopsiki drobiowe. I o humorach listopada.

Dziś, a zresztą już nawet wczoraj -listopad pokazał swoje ciemniejsze oblicze.
Zrobił się ciężki, tak jak jego mgła, jak kłęby dymu z komina, jak liście, które już uleżały się na ziemi.
I wtedy człowiekowi też robi się jakoś ciężko, bo myśli przybierają bure kolory.
W takie dni, kiedy jesień i słońce drą ze sobą koty; w takie dni, kiedy niebo się burmuszy -trzeba zrobić cokolwiek, by nie dać się tej ospałej atmosferze.
I nawet jeśli ciężko szukać urokliwych szczegółów w zamglonym listopadzie -postanowiłam przez najbliższe dni to właśnie robić.
Będę szukać.
Będę fotografować perełki listopada, będę wykorzystywać jego długie wieczory.
Może w końcu sam listopad się uśmiechnie? :)

A Wy jakie macie metody na przegonienie listopadowych chmur?


W moich przepisach dziś coś wytrawnego. Kiedyś, całkiem przypadkowo oglądając na TVN Style 'Rewolucję na talerzu', przykuł moją uwagę przepis na oryginalne klopsiki drobiowe.
Klopsiki są przede wszystkim...chude. Tak je chyba nawet scharakteryzowały same pomysłodawczynie. Ich oryginalny smak zaklucza się w dodatku limonki i imbiru. Nie są smażone, jak tradycyjne klopsy mielone, a gotowane na parze, dlatego też w środku są wilgotne.  Mi bardzo przypadły do gustu i polecam wszystkich, którzy lubią eksperymenty i nowe ciekawe smaki.
Może takie danie to też dobra alternatywa dla ponurych dni? :)





KLOPSIKI DROBIOWE
/z limonką i imbirem/

pojedyncza pierś z kurczaka*
skórka otarta z limonki
sok z połowy limonki
1 białko
mały ząbek czosnku
ok. centymetra startego korzenia imbiru
szczypta natki pietruszki
sól i pieprz do smaku





Pierś z kurczaka kroimy na kawałki (by później łatwiej było zmielić mięso). Dodajemy sok i skórkę z limonki, czosnek przeciśnięty przez praskę (lub drobno posiekany), starty korzeń imbiru. Rozdrabniamy mięso w blenderze. Dodajemy białko, doprawiamy solą i pieprzem i dosypujemy natkę pietruszki.
Z powstałej masy formujemy okrągłe klopsiki i gotujemy je na parze przez kilka minut (ja gotowałam przez niecałe 10 minut, formowałam niewielkie kuleczki).
Klopsiki przygotowuje się naprawdę szybko :)

*pierś z kurczaka możemy zastąpić jakimkolwiek mięsem drobiowym rozdrobnionym na kawałki


piątek, 4 listopada 2011

Gruszki, imbir, goździki. Jesienne muffiny.

Jesień już zdominowała poranki -są szare i mgliste. Zdominowała wieczory, bo są coraz dłuższe i chłodniejsze. W ciągu dnia też jej pełno -w opadających liściach, w awaryjnych rękawiczkach w kieszeni kurtki, w szarym dymie z kominów i optymistycznie żółtych akcentach na drzewach.
Zdominowała nas! A ja z uśmiechem na ustach poddaje się jej nastrojom i robię prawdziwie jesienne muffinki.
Przepis jest efektem mojego jesiennego natchnienia. Te eksperymentalne muffinki zasmakowały mi tak bardzo, że od razu szybko spisałam wszystie proporcje na kartce i teraz dzielę się z Wami.
Aby je króko opisać, powiem, że są: zdrowe -bo z mąką razową, otrębami, płatkami owsianymi; jesienne -bo z jesienną gruszką, i takie jakieś klimatyczne -z tymi goździkami i imbirem... Spróbujcie :)







MUFFINY GRUSZKOWE
/z imbirem i goździkami/

4 czubate łyżki mąki razowe
4 łyżki mąki pełnoziarnistej ( u mnie orkiszowa)
3 łyżki płatków owsianych
2-3 łyżki brązowego cukru
pół łyżeczki sody
2 łyżki otrębów
jogurt naturalny
2 łyżki oliwy
2 białka + 1 żółtko
półłyżeczki cynamonu
płaska łyżeczka imbiru
duża szczypta gałki muszkatałowej
pół łyżeczki mielonych goździków
3 małe /2 średnie gruszki




Płatki owsiane mieszamy z jogurtem i odstawiamy, by trochę zmiękły. W tym czasie obieramy gruszki kroimy w drobnąkosteczkęlub małe plasterki.
W jednej misce mieszamy suche składniki: mąki z cukrem, sodą, otrębami i przyprawami, w drugiej: jogurt z płatkami owsianymi, żółtko i białka, oliwę. Łączymy ze sobą zawartość obu misek (ciasto będzie dość gęste) i dodajemy gruszki, mieszamy i przekładamy do foremek.
Muffinki pieczemy w 180 stopniach, niecałe pół godzinki.
*z podanych składników wychodzi średnio 10 mniejszych muffinek




środa, 26 października 2011

Kolory. Placuszki dyniowe.

Kolory. Kiedyś nie zwracałam uwagi jak głośno do nas przemawiają. Albo inaczej -jak wyraźnie my sami przemawiamy do świata za ich pośrednictwem. Ale ostatnio coraz częściej trafiam na artykuły, felietony dotyczące psychologii koloru. To, po jakie ciuchy sięgamy, to,  jakimi kolorami się otaczamy, sposób, a raczej kolor -w jaki się ubieramy, albo też barwa, z którą w danej chwili się identyfikujemy -podobno mówi bardzo wiele o naszym stanie psychicznym, o naszym temperamencie, osobowości. A przede wszystkim o naszych potrzebach i pragnieniach. Interesujące, prawda?
Może warto rozejrzeć się dookoła i zastanowić, jaki kolor najbardziej cieszy nasze oko. Jaki kolor cieszy naszą duszę. W sieci można znaleźć wiele wyczerpujących informacji i interpretacji kolorów. Szczerze zachęcam do lektury!



Mi dziś od rana baaaardzo pomarańczowo. A to za przyczyną pewnej dyni -całkiem przyzwoitych rozmiarów. Ponieważ troszkę rozłożyło mnie przeziębienie i z każdego kąta domu ktoś do mnie woła, że nie mam wychodzić na dwór -grzecznie siedzę w cieplutkiej kuchni. Siedzę i tworzę. I tak stworzyłam dziś -zupę-krem z dynii, kompot z goździkami i... placuszki dyniowe. I właśnie te oto placuszki rozłożyły mnie dziś na łopatki. Uroczyście oświadczam, że chyba nigdy nie jadłam jeszcze tak pysznych naleśniczków! Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale te dyniowe cudeńka podbiły dziś moje serce! Trafiłam przypadkiem na przepis Cremebrulee i inspirując się oryginałem -zrobiłam te właśnie placuszki:







PLACUSZKI DYNIOWE


3/4 szklanki dyniowego puree*
1 szklanka mąki orkiszowej
2 płaskie łyżki brązowego cukru
pół szklanki mleka
1 jajko
1 łyżka octu (u mnie balsamiczny)
pół życzeki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
pół łyżeczki mielonego imbiru
pół łyżeczki cynamonu
spora szczypta mielonych goździków
szczypta mielonego ziela angielskiego
1/3 łyżeczki gałki muszkatałowej
olej lub oliwa do samażenia




Puree z dyni* przygotowałam następująco: pokrojoną na kawałki dynię chwilkę pogotowałam, odsączyłam i rozdusiłam na puree. Dalej: do puree dodajemy ocet, cukier, mleko i jajko. Mieszamy dokładnie i dodajemy resztę suchych składników.
Placuszki smażymy na dobrze rozgrzanej patelni -ja tylko delikatnie przesmarowywałam ją od czasu do czasu oliwą. Moje placuszki formowałam na takie 'ciut większe od tradycyjnych placuszków', ale i 'ciut mniejsze od naleśników'. Ale przecież każdy robi tak, jak mu najwygodniej :)
Podobno dobrze smakują polane miodem -ale ja nie zdążyłam tego zrobić -jadłam na sucho i smakowały rewelacyjnie! :) Bardzo gorąco polecam.



sobota, 22 października 2011

O poranku. Chleb bardzo razowy. Ulubiony.

Poranek to chyba moja ulubiona pora dnia. Dlaczego?
Może dlatego, że lubię początki. Bo początek, to coś nowego i nieznanego.
Początek to szansa, to nadzieja.
Lubię poranki, bo lubię patrzeć jak wschodzi słońce. Bo mimo iż wschodzi codziennie -czasem wśród natłoku codziennych spraw uda zatrzymać mi się nad tym wschodem, jak nad cudem.
Lubię poranną, jesienną mgłę -bo jest trochę baśniowa, bo jest tajemnicza, bo zdaje się być ponad moją materialną codzienność.
Lubię poranki. Bardzo lubię!

A na taki dobry początek dnia chciałabym podzielić się moim ulubionym chlebem. To jeden z moich pierwszych chlebów. I całkiem mozliwe że nazwałam go ulubionym właśnie z tej radości, że jest chlebem na zakwasie, który mi wychodzi ;)
Ale tak w ramach krótkiej charakterystyki: jest zbity i wilgotny. Pełnoziarnisty, ze słonecznikiem. Zioła prowansalskie dodają mu specyficznego smaku -który absolutnie nie stoi na przeszkodzie, by zajadać się chlebkiem w postaci słodkich kanapek! Miód, dżem, masło orzechowe -czy cokolwiek innego -słodkiego również komponują się z nim idealnie. Dla mnie jest idealny -koniec kropka
Przepis znalazłam gdzieś na foru CinCin u mirabbelki.
Podana porcja -to dwa standardowe korytka.






 CHLEB ŻYTNI -BARDZO RAZOWY, 
z otrębami, na zakwasie

500g zakwaszonego ciasta z mąki żytniej
150g mąki żytniej (najlepiej chlebowej)
350g mąki żytniej razowej
150g otrąb mieszanych
100g ziaren słonecznikia
60g płatków owsianych
1 łyżka soli morskiej
1 łyżka ziół (u mnie prowansalskie)








Kilka godzin przed wypiekiem -zalewamy otręby gorącą wodą -tyle wody, by je przykryła.
Następnego dnia:
-mieszamy zakwas z mąką, otrębami i słonecznikiem. Dodajemy letniąwodę -tyle, by szło miksować, bo ciasto powinno być dość rzadkie.
-w odrobinie wody rozpuszczamy sól i dodajemy zioła. Słony roztwór dodajemy do ciasta. Dosypujemy płatki owsiane.
-ciastem napełniamy korytka -max. do połowy wysokości. Wierzch smarujemy zimną kawą i odstawiamy ciasto w ciepłe miesce aby wyrosło (może to potrwać anwet do 4 godzin).
-przed pieczeniam -jeszcze raz przesmarowujemy wierzch kawą.

Pieczenie:
-15 minut w 250 stopniach z termoobiegiem,
-potem 30 minut w 200 stopniach, już bez termoobiegu,
-i na koniec 25 minut w 180 stopniach, już tak standardowo.

Jak wiadomo chleb najlepszy jest świeży -ale ten najlepiej się kroi gdy troszkę poleży i dobrze wystygnie.
Smacznego!


czwartek, 20 października 2011

Na pół słodko, a na pół bezkarnie, Krajanka otrębowa.

I znowu to 'pół na pół'. Tak chyba musi być, tak dla równowagi...

To wymyślone i prościutkie ciasto-krajanka dedykuje przyjaciółkom. Bo miło się nim zajada przy babskich spotkaniach. Właśnie tak na pół słodko, a na pół bezkarnie. Bo z jednej strony ciasto, ale z drugiej błonnik -wychwalany w ostatnich czasach pod niebiosa, jako cudotwórca przy dietach wszelakich! Ja lubię tę otrębową krajankę do porannej kawy. Taaaak, wtedy jest najlepsza!
Polecam gorąco -ale uwaga  -mimo, że pyyycha -to z otrębami trzeba uważać i nie zjadać zbytu dużej ich ilości a raz. Zalecana porcja, to 1-2 łyżki dziennie, czyli wg mnie dwa kwadraciki ciasta na porcję będą akurat :)
A oto i mój nieskomplikowany przepis:

KRAJANKA OTRĘBOWA z owocami
1 1/2 szklanki otrębów (najlepiej mieszanych)
szkalnka płatków owsianych (jeśli są grube, można wcześniej namoczyć w mleku)
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki mąki razowej (lub pełnoziarnistej)
2-3 łyżki oliwy
1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamomu
3/4 szklanki mleka
1 białko (ubite na pianę)*
2 jabłka (lub gruszki -lub dowolna mieszanka owoców)

Najczęściej stosuję metodę jak na muffiny: czyli wymieszane suche składniki łączę z mokrymi. Ale tak naprawdę nie zwracam tu uwagi na kolejność. Co ważne -pianę z białek dodaję na końcu, a owoce w nieładzie rozrzucam na wierzchu ciasta i posypuję odrobiną płatków owsianych i cynamonem.
Składniki, które podałam są najlepsze na średnią kwadratową blaszkę lub formę to tart. Ale tak naprawdę to też nie ma znaczenia w jakiej formie je pieczemy, bo jest na tyle zwarte, że nawet na dużej blaszce nie rozlewa się na boki. Ja rozsmarowuje je zawsze tak, by miało ok 1,5cm wysokości. I piekę standardowo w 180 stopniach, około 25-20 minut. Jak widać -baaaardzo bezproblemowy wypiek!

*w zależności od wielkości jajek -czasem daję dwa białka, a czasem całe jajko -tyle, że oddzielone żółtko od białka.

piątek, 28 stycznia 2011

Rosół z kury wg Nigelli Lawson.

W naszym domu dosłownie OD ZAWSZE na sobotni obiad podajemy rosół. Skąd ten zwyczaj? Nikt z nas nie potrafi sobie tego przypomnieć! Rosół jest i był. I będzie -bo jego brak grozi dezorganizacją tygodnia!
Rosół z kury jest jak tradycyjna sałatka jarzynowa -w każdej rodzinie ma swój niepowtarzalny smak, mimo, że składniki niewiele się różnią.
W ramach akcji 'Przepisy Nigelli Lawson' proponuję Wam jej wersję rosołu -aromatyczny i złocisty. Prawie, prawie zaczął wypierać ten nasz, sobotni :)
Zamiast kulek z macy (jak to jest w ogryginale) podaję go z zacierkami.





ROSÓŁ Z KURY
1 kura rosołowa (kurczak)
1 cebula 
1 łodya selera naciowego
2 marchewki
kilka łodyżek naci pietruszki
kilka ziarenek pieprzu
2 liście laurowe
kilka kuleczek ziela angielskiego (opcjonalnie) 
1 łyżka soli






Wszystkie składniki umieszcamy w dużym garnku: mięso, przepołowiona cebula w łupinach, obrane marchewki, seler i przyprawy. Całość zalewamy wodą tak, by pokryła wszystko.
Gorujemy, doprowadzamy do wrzenia, zbieramy z góry wszystkie brzydkie szumowinki i zostawiamy rosół na małym ogniu.
Całość powinna gotować się około dwóch godzin, ale lepiej co jakiś czas sprawdzać miękkość warzyw i kurczaka.
Nigella przecedza rosół  i podaje czysty wywar. Ja kroję mięsko na drobniejsze kawałki, warzywa na plasterki -i podaję razem z zacierkami w rosole.
Polecam!

sobota, 18 grudnia 2010

Owsiane makaroniki -szyszki.

Złości mnie niezdecydowanie. A najbardziej -moje własne.
Czasem śmieszy mnie drobiazgowść. A najbardziej ta moja, na którą później patrzę z boku.
Coraz częściej męczy mnie ciągły pośpiech. Nieustanny brak czasu robi ze mnie marudę i złośnicę.
Ale na szczęśćie ciągle cieszą mnie rzeczy maleńkie. Uśmiecham się, gdy z piekarnika snuje się zapach ciasta, zapach migdałowego aromatu. Uśmiecham się, kiedy banalne i proste rzeczy wyołują uśmiech :)

Proponuję Wam dziś makaroniki owsiane. Wyglądają jak leciutkie brązowe szyszki.
Ich przygotowanie -to dosłownie chwila, a są doskonałą przekąską do porannej kawy.
I wywołują uśmiech :)

MAKARONIKI OWSIANE
250g podprażonych, średnio zmielonych płatków owsianych
1 jajko (żółtko i białko oddzielnie)
2 łyżki cukru (u mnie brązowy)
2-3 łyżki oleju 
pół łyżeczki sody
aromat migdałowy
pół szklanki mleka

Podprażone (w piekarniku lub na suchej patelni) płatki owsiane studzimy. W jednej miseczce łączymy składniki suche, czyli: płatki, cukier, sodę. W drugiej -mokre: żółtko z olejem i mlekiem. Z oddzielonego białka ubijamy pianę.
Mieszamy wszystko razem -białko dodajemy na koniec, delikatnie.
Z masy formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Jeśli słabo się kleją -dolewamy trochę mleka.
Czas pieczenia: ok. 15 minut w temperaturze 180 stopni.
W trakcie pieczenia można delikatnie obracać makaroniki -aby ładnie przypiekły się ze wszystkich stron.
Smacznego!



wtorek, 14 grudnia 2010

Tarta z porem i pieczarkami

Czasem na smak jedzenia mają wpływ nie tylko składniki, ale przede wszystkim sytuacja, z którą kojarzy się danie.
Wcześniej nawet nie przypuszczałam, że połączenie pora z pieczarkami będzie miało tak zniewalający efekt! Dziś, do smaku tej tarty dochodzi mi atmosfera pewnego zimowego wieczoru z zeszlego roku -kiedy za oknem pruszył śnieg, a na stole paliły się świece. Dochodzi wspomnienie jesiennej nocy, kiedy odwiedzili nas przyjaciele ze Szkocji, kiedy niesmiało przełamywały się mniejsze i większe bariery językowe.
Pysznie smakuje wspomnienie mojej tarty!
Dziś odświeżyłam stare zdjęcia, ale czuję, że muszę również odświeżyć sobie jej smak!


TARTA Z POREM I PIECZARKAMI

Spód:
200g mąki
120g masła
30ml zimnej wody
szcypta soli, odrobina cukru

Zagniatamy ciasto, formujemy kulę i chłodzimy w lodówce.

Farsz: 
3 pory (białe części)
300g pieczarek
łyżeczka masła
sól, pieprz

Por kroimy drobno, przekładamy na durszlak lub sitko i przelewamy wrzątkiem.
Pieczarki kroimy w plasterki  (zazwyczaj zostawiam jedna lub dwie do dekoracji) i podsmażamy na masełku. Dodajemy por, doprawiamy pieprzem i solą i dusimy pod przykryciem do miękkości.



Zalewa:
150g jogurtu naturalnego
120g sera żółtego (startego na tarce)
jajko
natka pietruszki
gałka muszkatałowa
papryka słodka
sól, pieprz

Wszystkie składniki mieszamy i doprawiamy do smaku.
Schłodzonym ciastem wylepiamy formę do tarty (u mnie forma o średnicy 23cm). Nakłuwamy widelcem i podpiekamy ok. 10 minut.
Na lekko podpieczony spód wykładamy por z pieczarkami, po czym całość zalewamy jogurtem z jajkiem, serem i przyprawami.
Całość pieczemy w 200 stopniach Celsjusza, około 20-30 minut.

Tartę dekorujemy wedle uznania. Ja jeszcze przed wstawieniem do piekarnika przybrałam ją plasterkami pieczarek. A tuż przed podaniem -posypałam natka pietruszki.
Życzę smacznego!