szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Malinowe serduszko, malinowe muffinki.

Wróciłam.
Z serduszkiem na dłoni -tak troszkę wymownie, troszkę symbolicznie.

Chciałoby się powiedzieć, że po tych paru dobrych miesiącach mam sporo zaległości do nadrobienia. Ale nie będę niczego nadrabiać, bo to by oznaczało, że muszę patrzeć wstecz, oglądać się za siebie i znowu cofać.
A mam teraz w sobie pewien głos, takiego małego stróża, który co jakiś czas staje na paluszkach, macha rączkami i woła, i przypomina -że przecież już teraz mam patrzeć tylko w przód. Mało tego: patrzeć w przód z uśmiechem :)
Tak więc -nie ma nadrabiania zaległości, a dochodzą tylko nowe i świeże przepisy i przemyślenia :D

Mówi się, że diabeł tkwi w szczególe. Mówi się, że najpiękniejsze jest to, co proste.
I tak, z połączenia tych mądrości o których się mówi; z niebezpiecznej mikstury moich nastrojów i natchnień zapraszam na przeurocze serduszkowe muffinki.
Malinowe serduszka to chrzest dla moich nowych foremek (na których widok w sklepie zapiszczałam z radości). Muffinki robi siębaaardzo prościutko -z podstawowego przepisu na muffiny jogurtowe. Dalej są tylko delikatnie przybrane malinową nutką :)

MUFFINY MALINOWE SERDUSZKA

2 niepełne szklanki mąki
pół płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
pół szklanki cukru
1 cukier wanilinowy
szczypta soli
4 łyżki oleju (lub roztopionego masła)
2 łyżki śmietany
1/3 szklanki maślanki
2 jajka

konfitura (lub dżem) malinowy
cukie puder
garść malin






Składniki łączymy, najlepiej sprawdzonym sposobem: suche osobno, mokre osobno -i na koniec wszystko razem. Foremki (około 10) napełniamy ciastem do 2/3 wysokości. Babeczki pieczemy około 20minut w 180 stopniach. Jakieś 3 minutki przed wyjęciem z piekarnika włączyłam termoobieg, by ładniej się zrumieniły.
Muffinki odstawiamy do wystygnięcia. Następnie przekrawamy je na pół, smarujemy konfiturą z malin, składamy jak kanakpkę (że tak obrazowo się wyrażę ;)). Przed podaniem opruszamy cukrem pudrem i dekorujemy malinką. Urocze, prawda? :)

Oczywiście kombinacji z takim podstawowym przepisem mogą być całe miliony. Zachęcam do eksperymentowania i oczywiście do podzielenia się pomysłami.




niedziela, 18 marca 2012

Muffiny marchewkowe z serduszkiem.

Gotowanie i pieczenie wymagają serca.
Więc tak naprawdę każda pojedyncza muffinka -to babeczka z serduszkiem :)
A te, które Wam przedstawiam dzisiaj -kryją w sobie serducho bijące nawet potójnie! Po pierwsze kawał serducha przeznaczony dla osób, dla których były przygotowywane. Po drugie -pyszne kremowe nadzienie, które je wypełna -również można potraktować przenośnie. A po trzecie -to oczywiście moje starania i cała pasja włożona w to, by muffinki były tak bardzo pozytywne! :D

Przepis znalazłam na jednym z blogów, który jako pierwotne źródło wskazał stronkę King Arthur Flour. Od samego początku bardzo spodobało mi się połączenie marchewki z serkiem migdałowym. A do tego -zaczarował pysznie słoneczny kolor. Zdążyłam zrobić je już dwa razy -i Wam też serdecznie polecam!


MUFFINY MARCHEWKOWE Z SERKIEM

ciasto:
szklanka marchewki startej na drobnej tarce (ok. 2 średnie marchewki)
2 niepełne szklanki mąki
pół szklanki cukru
1/4 szklanki brązowego cukru (można zwiększyć ilość zwykłego białego cukru)
pół łyżeczki proszku do pieczenia
spora szczypta sody oczyszczonej
czubata łyżeczka cynamonu
3/4 łyżeczki imbiru
szczypta soli
2 duże jajka
pół szklanki wody
1/3 szklanki oleju

nadzienie: 
180g mielonego twarogu (lub serka)
2 łyżki cukru pudru
kilka kropel aromatu migdałowego do ciast

Ciasto na muffinki wyrabiamy standardowo -łączymy ze sobą składniki suche i mokre w osobnych naczyniach. Następnie mieszamy obie masy razem, na koniec dodając marchewkę. Twarożek podgrzewamy w mikrofalówce przez niecałą minutę -w najniższej temperaturze. Dodajemy cukier, armoat migdałowy -mieszamy dokładnie.
Przygotowujemy foremki do muffinek -na dno każdej foremki wykładamy łyżeczkę ciasta, na to płaską łyżeczkę serka. Nadzienie przykrywamy kolejną łyżeczką ciasta -delikatnie sklejając boki, by serek nie wypłynął podczas pieczenia (najprawdopodobniej - i tak troszeczkę twarożku może wydostać się na zewnątrz -ale i tak wygląda to apetycznie).
Babeczki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, pieczemy przez ok. 25 minut. Smacznego!

niedziela, 4 marca 2012

Truskawkowe muffiny -z przyjaźni zimowo-wiosennej.

Rano jeszcze trochę szronu na gałązkach, ale w kącie ogrodu już nieśmiało zwieszają swoje główki przebiśniegi. Cudnie! 
Dla mnie to okres 'porozumienia zimowo-wiosennego'. 
Niemożliwe? Możliwe! 
Ja wierzę w moc porozumień ;)


I dla uczczenia tego właśnie szczególnego okresu -zapraszam na szczególnie smaczne muffiny. 
Na klasycznej jogurtowej bazie -z wiosennymi (choć mrożonymi) truskawkami i białą czekoladą. Koniecznie w zimowych papilotkach -to taki pożegnalny uśmiech w stronę zimy :)



 MUFFINY Z TRUSKAWKAMI I BIAŁĄ CZEKOLADĄ

2 niepełne szklanki mąki
pół szklanki cukru
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 jajka
1/3 szklanki oleju
jogurt truskawkowy (180 ml)
tabliczka białej czekolady  u mnie troszkęmniej -3/4 tabliczki)
szklanka mrozonych truskawek

Ciasto-bazę zarabiam tradycyjnie -łączę ze sobą suche składniki, w osobnej misce mokre, po czym mieszam wszystko razem. Czekoladę kroję w kosteczkę, truskawki w ćwiartki i dodaję domuffinkowej masy. Mieszam delikatnie i nakładam łyżką w foremki wyłożone papilotkami. Piekę dobre 20 minut -aż nabiorą złotego koloru i wyrosną. Pyszne! :D


Taaak -a tu mój kudłaty amator wypieków. Na szczęście do samego pieczenia się nie miesza -bardziej absorbuje go akcja 'fotografowanie babeczek' :)


niedziela, 11 grudnia 2011

Metoda prób i błędów. Muffiny kawowe.

Ile błędów trzeba popełnić, żeby się udało? 
Albo raczej ile błędów można popełnić, by nie było ich za dużo?
Ile trzeba cierpliwości, by zbyt szybko się nie zniechęcić?
I jak dobrze wyciągać wnioski z błędów, by nie tkwić w błędnym kole?

Czasem chciałoby się prosić los o prosty i konkretny wzór na życie. 
Nie walczyć, nie szarpać się z życiem, nie błądzić.
Ale tak naprawdę jest coś takiego w ludzkiej naturze, że wiatr wiejący prosto w oczy czasem dobrze nam robi. Bo nawet jeśli przez chwilę jest ciężko i próbujemy żyć po omacku, to w końcu ostrość widzenia nam się poprawia. A droga przebyta nawet na oślep -zawsze dokądś prowadzi...


Często kiedy zabieram się za wrzucenie jakiegoś przepisu, w trakcie zbiera mi się na różne: i życiowe, i mniej życiowe,  i ciekawe, i nudne -przemyślenia. No ale grunt, że próbuję później przeskoczyć z nich do notki kulinarnej :)
Skoro już o próbach i błędach mowa -przedstawiam Wam moje kawowe muffinki -efekt eksperymentów i owoc cierpliwości. Kombinowałam, mieszałam i robiłam podobne babeczki wiele razy. W końcu wyszły takie, na jakie czekałam! Są lekko kawowe, mają posmak cappuccino. Trochę w nich orzeszków, trochę gorzkiej czekolady. Są miękkie i wilgotne, może odrobinkę gąbczaste -ale bardzo mi smakują.
A ponieważ są modyfikacją moich różnych pomysłów i ponieważ robiłam je metodą prób i błędów -będę Wam wdzięczna za wszelkie sugestie i ulepszenia! :)




MUFFINY KAWOWE

4 łyżki mąki razowej
4 łyżki mąki pełnoziarnistej
3 łyżki płatków owsianych (najlepiej błyskawicznych)
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki cappuccino
pół łyżeczki sody
pół łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka mielonego lnu (rozrobiona w odrobinie wody)*
1 białko (lekko ubite)
2 łyżki oliwy
pół szklanki chłodnej kawy (zaparzonej z konkretnej łyżki kawy rozpuszczalnej)
pół szklaki mleka
garść posiekanch orzechów arachidowych
pół tabliczki pokrojonej drobno gorzkiej czekolady

*len sprawia, że ciasto jest wilgotniejsze, i bardziej zwarte -ale też nadaje mu lekko gąbczastą konsystencję. Mi to odpowiada -ale jeśli ktoś woli, może zamiast tego dodać dodatkowe jajko.

Suche składniki mieszamy w jednym naczyniu, mokre w drugim. Suchą mieszankę przesypujemy do miski z mokrymi składnikami, mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy orzechy i czekoladę i napełniamy ciastem formy do muffinek. Pieczemy babeczki w 190 stopniach, około 25 minut.
Z podanych proporcji wychodzi mi 8 dużych lub 10 ciut mniejszych muffinek.
Zachęcam do wypróbowania :)



Skoro już o cierpliwości była mowa -nie mogłam się opanować by nie dorzucić zdjęcia mojego psiaka, który wiernie i cierpliwie towarzyszył mi, kiedy gimnastykowałam się nad muffinkami , żeby złapać dobre ujęcie.
Oto już lekko znudzony Misza:

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Muffiny z muesli.

Robienie muffinek jest jedną z rzeczy, która przynosi mi prawdziwą, czystą radość!
Nawet, kiedy w efekcie eksperymentu zamiast puszystej babeczki wychodzi zbity kamień do samoobrony nie zniechęcam się ;)
Dzisiejsze muffinki zrobiłam na bazie przepisu Nigelli. Mówię 'na bazie', bo zmodyfikowałam kilka rzeczy: zmniejszyłam ilość cukru, mąkę zamieniłam na pełnoziarnistą, zamiast granoli dodałam muesli własnej roboty (wcześniej namoczone w mleku) i dosypałam dwie łyżki siemienia lnianego i zmniejszyłam ilość tłuszczu. Babeczki są naprawdę smaczne: mięciutkie, wilgotne i pełne smakowitych bakalii. Jak dla mnie, to wymarzone śniadanko!




MUFFINY Z MUESLI
/wg Nigelli Lawson/

1 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1/3 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki brązowego cukru
220g muesli* (namoczone wcześniej w mleku)
szklanka maślanki
1 duże jajko
1/5 szklanki oliwy

*moje domowe muesli to mieszanka płatków owsianych z rodzynkami, pokrojonymi w kosteczkę suszonymi morelami i bananami, słonecznikiem, fistaszkami i wiórkami kokosowymi





W osobnych naczyniach łączymy suche składniki i mokre. Dodajemy do siebie zawartości obu naczyń, mieszamy i napełniamy formy do muffinek do 2/3 wysokości.
Muffinki pieczemy ok. 25 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Studzimy na kratce.




niedziela, 4 grudnia 2011

O muffinach czekoladowych i o tym, że nie warto odkładać niczego na później,

Czasem za głowę się łapię na samą myśl o tym, ile rzeczy przechodzi mi w życiu koło nosa przez to, że odkładam coś na później. I przez to odkładanie i pozwalanie sobie na taką nieuzasadnioną bierność pozbawiam się szansy spotkania z kimś wyjątkowym, zobaczenia czegoś wyjątkowego. Bo trzeba dodać, że jak już się zacznie odkładać coś na później, to często wpada się w błędne koło -i odkłada bez końca.

Spędziłam PRZEmiły i PRZEwesoły weekend w Opolu. I oprócz wspaniałych buziek wspaniałych osób, z którymi mogłam ten czas dzielić -strasznie cieszy mnie fakt, że się najzwyczajniej w świecie 'wybrałam'. Bo to przychodzi mi najtrudniej: 'wybrać się' i nie odkładać niczego na inny termin.
I korzystając z okazji, uroczyście sobie przysięgam uciszać mojego wewnętrznego lenia -kiedy tylko będzie próbował zniechęcać mnie do podobnych pomysłów.

Zahaczając o kulinaria dodać muszę, że drogę do Opola osładzały nam obłędnie czekoladowe muffinki Nigelli. Robiłam je po raz pierwszy i od razu wpisuję je do kanonu 'moich muffinek'. Polecam wszystkim amatorom czekolady!








MUFFINY CZEKOLADOWE 
/wg Nigelli Lawson z książki 'The Feast'/
 
250 g mąki 
2 łyżeczki proszku do pieczenia 
½ łyżeczki sody 
2 łyżki kakao 
175 g cukru pudru 
150 g posiekanej czekolady deserowej
250 ml mleka 
90 ml oleju 
1 duże jajko 
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ( u mnie cukier wanilinowy)

Standardowo -w osobnych miskach łączymy składniki suche i mokre, po czym mieszamy wszystko razem. Napełniamy foremki do muffinek do 2/3 wysokości i pieczemy w 200 stopniach przez około 20 minut.
Dekorujemy dowolnie -można posypać je jeszcze przed pieczeniem odrobiną czekoladowych kawałków, można ozdobić je czekoladową polewą, kiedy wystygną. 
Są pyszne! :)

*z podanych składników wychodzi około 12 muffinek
** przepis dodaję do akcji  Słodkości Nigelli




I jeszcze opolska uliczka i widok na Odrę.
Tak, bo właśnie ten wyjazd był inspiracją dla tych muffinek :)