Robienie muffinek jest jedną z rzeczy, która przynosi mi prawdziwą, czystą radość!
Nawet, kiedy w efekcie eksperymentu zamiast puszystej babeczki wychodzi zbity kamień do samoobrony nie zniechęcam się ;)
Dzisiejsze muffinki zrobiłam na bazie przepisu Nigelli. Mówię 'na bazie', bo zmodyfikowałam kilka rzeczy: zmniejszyłam ilość cukru, mąkę zamieniłam na pełnoziarnistą, zamiast granoli dodałam muesli własnej roboty (wcześniej namoczone w mleku) i dosypałam dwie łyżki siemienia lnianego i zmniejszyłam ilość tłuszczu. Babeczki są naprawdę smaczne: mięciutkie, wilgotne i pełne smakowitych bakalii. Jak dla mnie, to wymarzone śniadanko!
MUFFINY Z MUESLI
/wg Nigelli Lawson/
1 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1/3 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki brązowego cukru
220g muesli* (namoczone wcześniej w mleku)
szklanka maślanki
1 duże jajko
1/5 szklanki oliwy
*moje domowe muesli to mieszanka płatków owsianych z rodzynkami, pokrojonymi w kosteczkę suszonymi morelami i bananami, słonecznikiem, fistaszkami i wiórkami kokosowymi
W osobnych naczyniach łączymy suche składniki i mokre. Dodajemy do siebie zawartości obu naczyń, mieszamy i napełniamy formy do muffinek do 2/3 wysokości.
Muffinki pieczemy ok. 25 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Studzimy na kratce.
'simply' -bo sztuką jest szukanie wyjątkowości w tym, co najprostsze, 'mad' - ponieważ małej nutki szaleństwa w życiu życzę każdemu. 'coconut' -bo... bo lubię kokosy!
szukam...:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nigella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nigella. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 grudnia 2011
niedziela, 4 grudnia 2011
O muffinach czekoladowych i o tym, że nie warto odkładać niczego na później,
Czasem za głowę się łapię na samą myśl o tym, ile rzeczy przechodzi mi w życiu koło nosa przez to, że odkładam coś na później. I przez to odkładanie i pozwalanie sobie na taką nieuzasadnioną bierność pozbawiam się szansy spotkania z kimś wyjątkowym, zobaczenia czegoś wyjątkowego. Bo trzeba dodać, że jak już się zacznie odkładać coś na później, to często wpada się w błędne koło -i odkłada bez końca.
Spędziłam PRZEmiły i PRZEwesoły weekend w Opolu. I oprócz wspaniałych buziek wspaniałych osób, z którymi mogłam ten czas dzielić -strasznie cieszy mnie fakt, że się najzwyczajniej w świecie 'wybrałam'. Bo to przychodzi mi najtrudniej: 'wybrać się' i nie odkładać niczego na inny termin.
I korzystając z okazji, uroczyście sobie przysięgam uciszać mojego wewnętrznego lenia -kiedy tylko będzie próbował zniechęcać mnie do podobnych pomysłów.
Zahaczając o kulinaria dodać muszę, że drogę do Opola osładzały nam obłędnie czekoladowe muffinki Nigelli. Robiłam je po raz pierwszy i od razu wpisuję je do kanonu 'moich muffinek'. Polecam wszystkim amatorom czekolady!
MUFFINY CZEKOLADOWE
/wg Nigelli Lawson z książki 'The Feast'/
Spędziłam PRZEmiły i PRZEwesoły weekend w Opolu. I oprócz wspaniałych buziek wspaniałych osób, z którymi mogłam ten czas dzielić -strasznie cieszy mnie fakt, że się najzwyczajniej w świecie 'wybrałam'. Bo to przychodzi mi najtrudniej: 'wybrać się' i nie odkładać niczego na inny termin.
I korzystając z okazji, uroczyście sobie przysięgam uciszać mojego wewnętrznego lenia -kiedy tylko będzie próbował zniechęcać mnie do podobnych pomysłów.
Zahaczając o kulinaria dodać muszę, że drogę do Opola osładzały nam obłędnie czekoladowe muffinki Nigelli. Robiłam je po raz pierwszy i od razu wpisuję je do kanonu 'moich muffinek'. Polecam wszystkim amatorom czekolady!
MUFFINY CZEKOLADOWE
/wg Nigelli Lawson z książki 'The Feast'/
250 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody
2 łyżki kakao
175 g cukru pudru
150 g posiekanej czekolady deserowej
250 ml mleka
90 ml oleju
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ( u mnie cukier wanilinowy)
Standardowo -w osobnych miskach łączymy składniki suche i mokre, po czym mieszamy wszystko razem. Napełniamy foremki do muffinek do 2/3 wysokości i pieczemy w 200 stopniach przez około 20 minut.
Dekorujemy dowolnie -można posypać je jeszcze przed pieczeniem odrobiną czekoladowych kawałków, można ozdobić je czekoladową polewą, kiedy wystygną.
Są pyszne! :)
*z podanych składników wychodzi około 12 muffinek
** przepis dodaję do akcji Słodkości Nigelli
I jeszcze opolska uliczka i widok na Odrę.
Tak, bo właśnie ten wyjazd był inspiracją dla tych muffinek :)
sobota, 29 stycznia 2011
Czekoladowa chmura -moja klasyka z przepisów Lawson.
Chyba nie znam osoby, która kiedykolwiek robiła lub próbowała tego ciasta -i nie uśmiecha się na samo jego wspomnienie. Sama nazwa 'czekoladowa chmura' rozbudza wyobraźnię.
Pierwszy raz przygotowałam je jako torcik urodzinowy dla bliskiej mi osoby. Tę eksperymentalną wersję wzbogaciłam o wiśnie -ale tu podaję oryginalny przepis na to proste ciasto, któe zdaniem Nigelli "poprawia nastrój":
Ciasto CZEKOLADOWA CHMURA
/przepis na tortownicę o średnicy 23cm/
Ciasto:
250g ciemnej czekolady (najlepiej takiej z większą zawartością kakao)
125g miękkiego masła
6 jajek: 2 całe, 4 z żółtkami oddzielonymi od białek
175g cukru
skórka starta z 1 pomarańczki (opcjonalnie)
Chmurka:
500ml śmietany kremówki
2 łyżeczki cukru wanilinowego
pół łyżeczki ciemnego kakao (do posypania)
Piekarnik rozgrzewamy do 180stopni. Dno tortownicy wykładamy papierem.
W mikrofali lub kąpieli wodnej (preferuję drugi sposób) rozpuszcamy czekoladę. Dodajemy do niej masło i odstawiamy, by masa lekko przestygła.
W tym czasie ubijamy 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru. Całość delikatnie łączymy z czekoladą i skórką pomarańczową.
W osobnej misce ubijamy pianę z pozostałych białek i cukru. Nigella łączy białka z czekoladową masą specjalną techniką: należy najpierw delikatnie wmieszać dwie łyżki piany do masy czekoladowej, a później całą masę ostrożnie przełożyć do białek i wymieszać.
Gotową masę przekłądamy do tortownicy i pieczemy 30-40minut. Ciasto powinno popękać i lekko urosnąć. Po wyciągnięciu z piekarnika, w miarę stygnięcia -środek będzie się zapadał tworząc mały krater. I w tym właśnie kraterze umieszczamy naszą śmietanową chmurkę: kremówkę ubitą z cukrem wanilinowym.
Całość dekorujemy opruszając je kakaem (najlepiej za pomocą sitka).
Mimo kruszących się boków ciasto jest efektowne. A przede wszystkim-pyszne!
Pierwszy raz przygotowałam je jako torcik urodzinowy dla bliskiej mi osoby. Tę eksperymentalną wersję wzbogaciłam o wiśnie -ale tu podaję oryginalny przepis na to proste ciasto, któe zdaniem Nigelli "poprawia nastrój":
Ciasto CZEKOLADOWA CHMURA
/przepis na tortownicę o średnicy 23cm/
Ciasto:
250g ciemnej czekolady (najlepiej takiej z większą zawartością kakao)
125g miękkiego masła
6 jajek: 2 całe, 4 z żółtkami oddzielonymi od białek
175g cukru
skórka starta z 1 pomarańczki (opcjonalnie)
Chmurka:
500ml śmietany kremówki
2 łyżeczki cukru wanilinowego
pół łyżeczki ciemnego kakao (do posypania)
W mikrofali lub kąpieli wodnej (preferuję drugi sposób) rozpuszcamy czekoladę. Dodajemy do niej masło i odstawiamy, by masa lekko przestygła.
W tym czasie ubijamy 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru. Całość delikatnie łączymy z czekoladą i skórką pomarańczową.
W osobnej misce ubijamy pianę z pozostałych białek i cukru. Nigella łączy białka z czekoladową masą specjalną techniką: należy najpierw delikatnie wmieszać dwie łyżki piany do masy czekoladowej, a później całą masę ostrożnie przełożyć do białek i wymieszać.
Gotową masę przekłądamy do tortownicy i pieczemy 30-40minut. Ciasto powinno popękać i lekko urosnąć. Po wyciągnięciu z piekarnika, w miarę stygnięcia -środek będzie się zapadał tworząc mały krater. I w tym właśnie kraterze umieszczamy naszą śmietanową chmurkę: kremówkę ubitą z cukrem wanilinowym.
Całość dekorujemy opruszając je kakaem (najlepiej za pomocą sitka).
Mimo kruszących się boków ciasto jest efektowne. A przede wszystkim-pyszne!
piątek, 28 stycznia 2011
Rosół z kury wg Nigelli Lawson.
W naszym domu dosłownie OD ZAWSZE na sobotni obiad podajemy rosół. Skąd ten zwyczaj? Nikt z nas nie potrafi sobie tego przypomnieć! Rosół jest i był. I będzie -bo jego brak grozi dezorganizacją tygodnia!
Rosół z kury jest jak tradycyjna sałatka jarzynowa -w każdej rodzinie ma swój niepowtarzalny smak, mimo, że składniki niewiele się różnią.
W ramach akcji 'Przepisy Nigelli Lawson' proponuję Wam jej wersję rosołu -aromatyczny i złocisty. Prawie, prawie zaczął wypierać ten nasz, sobotni :)
Zamiast kulek z macy (jak to jest w ogryginale) podaję go z zacierkami.
ROSÓŁ Z KURY
Wszystkie składniki umieszcamy w dużym garnku: mięso, przepołowiona cebula w łupinach, obrane marchewki, seler i przyprawy. Całość zalewamy wodą tak, by pokryła wszystko.
Gorujemy, doprowadzamy do wrzenia, zbieramy z góry wszystkie brzydkie szumowinki i zostawiamy rosół na małym ogniu.
Całość powinna gotować się około dwóch godzin, ale lepiej co jakiś czas sprawdzać miękkość warzyw i kurczaka.
Nigella przecedza rosół i podaje czysty wywar. Ja kroję mięsko na drobniejsze kawałki, warzywa na plasterki -i podaję razem z zacierkami w rosole.
Polecam!
Rosół z kury jest jak tradycyjna sałatka jarzynowa -w każdej rodzinie ma swój niepowtarzalny smak, mimo, że składniki niewiele się różnią.
W ramach akcji 'Przepisy Nigelli Lawson' proponuję Wam jej wersję rosołu -aromatyczny i złocisty. Prawie, prawie zaczął wypierać ten nasz, sobotni :)
Zamiast kulek z macy (jak to jest w ogryginale) podaję go z zacierkami.
ROSÓŁ Z KURY
1 kura rosołowa (kurczak)
1 cebula
1 łodya selera naciowego
2 marchewki
kilka łodyżek naci pietruszki
kilka ziarenek pieprzu
2 liście laurowe
kilka kuleczek ziela angielskiego (opcjonalnie)
1 łyżka soli
Wszystkie składniki umieszcamy w dużym garnku: mięso, przepołowiona cebula w łupinach, obrane marchewki, seler i przyprawy. Całość zalewamy wodą tak, by pokryła wszystko.
Gorujemy, doprowadzamy do wrzenia, zbieramy z góry wszystkie brzydkie szumowinki i zostawiamy rosół na małym ogniu.
Całość powinna gotować się około dwóch godzin, ale lepiej co jakiś czas sprawdzać miękkość warzyw i kurczaka.
Nigella przecedza rosół i podaje czysty wywar. Ja kroję mięsko na drobniejsze kawałki, warzywa na plasterki -i podaję razem z zacierkami w rosole.
Polecam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


