szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2011

Takie-jakby-bounty i mleczna mgła.

Gdybym była dzieckiem, pewnie wierzyłabym, że ktoś dziś w niebie rozlał mleko.
Bo za oknem jest biało od mgły.
Czasem tak mi trochę żal; żal tej dziecięcej wyobraźni. Takiej naiwnej, takiej nie znającej granic. Żal mi troszkę, jak sobie pomyślę, że kiedyś, dzięki tej wyobraźni wszystko było możliwe...
A dziś? Dziś, niech ta mgła z mleka przypomni mi, że wyobraźnia nie musi mieć granic. Ani wyobraźnia, ani marzenia...


A z kącika moich kulinarnych pomysłów odkurzam dziś zdjęcia kokosowego ciasta, które piekłam już jakiś czas temu. Według mnie to ciasto, to 'takie-jakby-bounty'. Znalazłam je na blogu Dorotuś, odrobinkę zmieniłam proporcje.
Ciasto jest bardzo dobre: biszkopt kakaowy i wilgotny, masa kokosowa smakuje niebiańsko, a polewa z czekolady dopełnia całości tak, że jeśli chodzi o zestawienie smaków: nic dodać, nic ująć :)


CIASTO KOKOSOWO-CZEKOLADOWE
/takie-jakby-bounty/

Biszkopt: 
5 jajek
1 niepełna szklanka mąki pszennej 
pół szklanki cukru 
2 łyżki kakao 
łyżeczka proszku do pieczenia


Masa kokosowa: 
3 szklanki mleka
1/2 szklanki cukru 
20 dag masła 
30 dag wiórek kokosowych 
cukier waniliowy


Polewa:
tabliczka mlecznej czekolady
tabliczka gorzkiej czekolady
12,5 dag margaryny

Białka ubijamy na pianę, dodajemy cukier i żółtka. Na koniec dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia i kakao. Mieszamy delikatnie i przelewamy na wysmarowaną tłuszczem i wyłożoną papierem do pieczenia blachę (u Dorotuś blaszka miała wymiary 20 na 35cm, ja zaryzykowałam ciut niższy biszkopt i piekłam go na standardowej, trochę większej blasze. Ciasto było niższe, ale zrobiłam więcej masy kokosowej.) Pieczemy biszkopt w temperaturze 170 - 180 stopni przez około 30 minut. Ostudzony lekko nasączamy wodą lub zimną, słabą kawą. 
Mleko gotujemy z cukrem i cukrem waniliowym. Dodajemy wiórki kokosowe i gotujemy wszystko razem aż do zgęstnienia masy (około 20 minut). Do gorącej masy dodajemy masło, i mieszamy całość do jego rozpuszczenia. Ostudzoną masę kokosową wykładamy na biszkopt.
Czekolady i margarynę rozpuszczamy razem w kąpieli wodnej. Mieszamy do uzyskania gładkiej, jednolitej polewy. Rozsmarowujemy na masie kokosowej.
Ciasto chłodzimy w lodówce przez kilka godzin.
To wszystko -smacznego! :)


czwartek, 3 lutego 2011

JABŁECZNIK z orzechową korą

Jak pachnie zaczarowany dom? Taki zaczarowany miłością -może pachnieć ciastem z jabłkami.
Kiedyś, kiedy byłam małą dziewczynką, szarlotkę i jabłecznik, jak dla mnie -dzieliła przeogromna przepaść. To dlatego, że jabłecznik był naszym (i nie tylko naszym -ale wręcz lokalnym) typowym, domowym ciastem. A szarlotkę zamawiało się w eleganckiej kawiarni, szarlotkę jadły Ania z Zielonego Wzgórza i Diana. Szarlotka -zdecydowanie brzmiało bardziej egzotycznie niż zwykły jabłecznik.
A dziś? Dziś jedna i druga nazwa porusza we mnie jakąś sentymentalną nutkę. Zapach pieczonego kruchego ciasta i jabłek sprawia, że robi się tak bardzo 'domowo'...

Na blogu Komarki znalazłam przepis, który urzekł mnie dosłownie od pierwszego przeczyania (nie mówiąc już o apetycznych zdjęciach!). Jabłka, miód i orzechowa kora -to już prawdziwa lawina sentymentalnych emocji! :)
Zwiększyłam tylko proporcje, bo miałam w planach upieczenie większej blachy tego iście królewskiego  jabłecznika.

JABŁECZNIK z orzechową korą

ciasto: 
70dag mąki
40dag masła
22dag cukru
3 żółtka
1 jajko
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki śmietany

masa orzechowa:                                         masa jabłkowa:                   
35dag orzechów                                          2,5 kg jabłek
15dag masła                                                2 łyżki mączki ziemniaczanej
10dag cukru                                                rodzynki
2-3 łyżki miodu

ciasto: składniki zagniatamy. Dzielimy na trzy części i chłodzimy.Schłodzone rozwałkowujemy do wielkości blachy i pieczemy oddzielnie 2 placki. Na trzeci placek -wylewamy masę orzechową i pieczemy po zarumienienia (15-20minut).
masa orzechowa: orzechy siekamy. W rondelku rozpuszczamy masło z cukrem i miodem, dodajemy orzechy i gotujemy przez 5 minut.
masa jabłkowa: jabłka ścieramy na grubej tarce, przekładamy do garnka, dodajemy mączkę ziemniaczanąi rodzynki. Całość krótko gotujemy.
Upieczone placki przekłądamy gorącą masą jabłkową. Ostatnią warstwę przykrywamy plackiem z orzechową korą. Chłodzimy ciasto w lodówce. Najlepsze będzie na drugi dzień, kiedy placki zmiękną i przejdą jabłkową masą. Pycha!!


sobota, 29 stycznia 2011

Czekoladowa chmura -moja klasyka z przepisów Lawson.

Chyba nie znam osoby, która kiedykolwiek robiła lub próbowała tego ciasta -i nie uśmiecha się na samo jego wspomnienie. Sama nazwa 'czekoladowa chmura' rozbudza wyobraźnię.
Pierwszy raz przygotowałam je jako torcik urodzinowy dla bliskiej mi osoby. Tę eksperymentalną wersję wzbogaciłam o wiśnie -ale tu podaję oryginalny przepis na to proste ciasto, któe zdaniem Nigelli "poprawia nastrój":

Ciasto CZEKOLADOWA CHMURA
/przepis na tortownicę o średnicy 23cm/ 

Ciasto:
250g ciemnej czekolady (najlepiej takiej z większą zawartością kakao)
125g miękkiego masła
6 jajek: 2 całe, 4 z żółtkami oddzielonymi od białek
175g cukru
skórka starta z 1 pomarańczki (opcjonalnie)

Chmurka:
500ml śmietany kremówki
2 łyżeczki cukru wanilinowego
pół łyżeczki ciemnego kakao (do posypania)


Piekarnik rozgrzewamy do 180stopni. Dno tortownicy wykładamy papierem.
W mikrofali lub kąpieli wodnej (preferuję drugi sposób) rozpuszcamy czekoladę. Dodajemy do niej masło i odstawiamy, by masa lekko przestygła.
W tym czasie ubijamy 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru. Całość delikatnie łączymy z czekoladą i skórką pomarańczową.
W osobnej misce ubijamy pianę z pozostałych białek i cukru. Nigella łączy białka z czekoladową masą specjalną techniką: należy najpierw delikatnie wmieszać dwie łyżki piany do masy czekoladowej, a później całą masę ostrożnie przełożyć do białek i wymieszać.
Gotową masę przekłądamy do tortownicy i pieczemy 30-40minut. Ciasto powinno popękać i lekko urosnąć. Po wyciągnięciu z piekarnika, w miarę stygnięcia -środek będzie się zapadał tworząc mały krater. I w tym właśnie kraterze umieszczamy naszą śmietanową chmurkę: kremówkę ubitą z cukrem wanilinowym.
Całość dekorujemy opruszając je kakaem (najlepiej za pomocą sitka).
Mimo kruszących się boków ciasto jest efektowne. A przede wszystkim-pyszne!


poniedziałek, 8 listopada 2010

Tort a'la Sacher. Wyrafinowana improwizacja.

Skusiła mnie ta czekoladowa klasyka.
Skusił mnie ten głęboko-czekoladowy kolor.
Nie piekłam wcześniej tortów, dlatego ten wypiek nazywam moją improwizacją.
I choć to mój mały debiut -muszę przyznać, że wykonanie tego tortu to żadna filozofia. Robi się go łatwo i przyjemnie!
Mimo, że sama  robiłam go latem (zdjęcia cierpliwie czekały na publikację) -to myślę, że warto urozmaicić sobię długie listopadowe wieczory takim słodkim czekoladowym akcentem.


W przepisach przebierałam bardzo długo -ale ostatecznie najbardziej przypadł mi do gustu ten od Komarki:

Tort a'la Sacher
ciasto: 
150g czekolady (najlepiej ciemnej)
6 białek
4 żółtka
150g miękkiego masła
150g cukru
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
100g bułki tartej

dodatkowo:
125g konfitury morelowej (u mnie z żółtych śliwek) -na przełożenie ciasta
 200g ciemnej czekolady, 1 łyżka masła, 2-3 łyżki mleka -na polewę

tortownica 22-23cm (wysmarowana masłem i wysypana tartą bułką)


Czekoladę ze składników na ciasto rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Białka ubijamy na sztywną pianę. Masło ucieramy, aż będzie puszyste. Stopniowo dodajemy cukry. Kiedy składniki się połączą można zwiększyć obroty miksera i kolejno dodawać żółtka. Powstałą masę łączymy z czekoladą, dodajemy tartą bułkę i pianę z białek (tu uwaga, by wmieszać ją delikatnie).
Przekłądamy do tortownicy i pieczemy ok. 50 minut w 180 stopniach.


Upieczone i wystudzone ciasto przekładamy konfiturą. (Komarka proponuje częśc nadzienia rozsmarować na wierzchu i po bokach tortu -dobry pomysł!).
Całość oblewamy polewą i czekamy aż zastygnie.
Smacznego!


poniedziałek, 18 października 2010

Tarta migdałowo-gruszkowa.

Akcja Gruszkowe Inspiracje przypomniała mi mój ostatni gruszkowy wynalazek-niesamowicie prosta i niesamowicie pyszna tarta. Mnie osobiście -oprócz uzależniającego smaku, pociąga owocowa mozaika z cieniutkich gruszkowych plasterków.


Na ogrodzie za domem mamy dwa rzędy grusz. I choć przeważnie owoców z nich było jak na lekarstwo -są nieodzowną częścią jesiennej bajki, którą we wrześniu i październiku opowiada nasz ogród.
Kiedyś nie zastanawiałam się nad magią sezonowych owoców. A dziś, hasło "zaczynają się gruszki", "sezon na śliwki" -cieszą mnie tak, jak pierwszy śnieg za oknem!
Moje gruszki są maleńkim, aczkolwiek i istotnym odcinkiem długiej trasy przez cztery cudowne pory roku. Dlatego ich obecność daje mi dziwne poczucie harmonii -może to trochę dziecinne, może sentymentalne... 

Tarta migdałowo-gruszkowa 

175g masła lub margaryny
200g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
60-80g drobnego cukru
aromat migdałowy
spora szczypta soli
gruszki (około 5 sztuk)
garstka migdałów


Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni. Gruszki obieramy, dzielimi na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne i kroimi w cienkie plasterki.
Masło rozpuszczamy. W misce mieszamy ze sobą mąkę, proszek, cukier i sól. Dodajemy rozpuszczony tłuszcz i szybciutko wyrabiamy ciasto. Dodajemy kilka kropel aromatu migdałowego.
Formę do tarty (nie trzeba jej wcześniej natłuszczać) wyklejemy ciastem.
Na wierzchu układamy gruszki -w dowolny sposób ale najlepiej -tworząc regularny wzór.
Migdały siekamy i posypujemy nimi warstwę owoców.
Całość pieczemy 20-25 minut.

W naszym domu -tarta w mgnieniu oka zniknęła ze stołu!
Polecam!