szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 listopada 2011

Sernik dyniowy. I o tym, co nieznane.

Jak to dziwnie jest, jak przewrotnie -kiedy najpierw woła się do losu, by przyniósł zmiany, a potem  przed każdą zmianą chowa się w najciemniejszy kąt. Dziwnie, kiedy narzeka się na brak nowości, a potem kurczowo trzyma tego, co stare i 'od zawsze'.
To strach przed nieznanym?
Z jednej strony taki trochę ekscytujący, a z drugiej potrafi sparaliżować. Z jednej strony kusi, a z drugiej otępia i każe uciekać...
A podobno zmiany zawsze niosą coś dobrego. A podobno zmiany są potrzebne. I podobno każdy trochę się boi nowości. Bo boimy się tego, czego nie znamy.
A ile już razy okazało się, że warto było przełamać strach i opory?


W mojej kuchni ciągle dynia. I ciągle jesiennie.
Ale wreszcie dojrzałam do tego, co od dawna chodziło mi po głowie: sernik z dynią.
Nie pamiętam, co ostatnio sprawiło mi taką frajdę jak ten właśnie serniczek. Przepis, na którym się opierałam znalazłam u Komarki -i chwała jej za to -bo pomogła mi znaleźć kolejny z moich 'smaków idealnych'.
Co mogę powiedzieć: sernik jak dla mnie jest pyszny. Korzenny, ale nie ciężki, tylko kremowy i delikatny. Wygląda dość oryginalnie i smakuje najoryginalniej na świecie ;)
Fakt -męska część domowników ze strachem w oczach smakowała kolejnego dyniowego eksperymentu (czyżby wspomniany strach przed nieznanym? ;)). Ale podobnie jak ja -z miłym zaskoczeniem zasmakowała w tym nietypowym serniczku. Polecam wszystkim szukających niebanalnych smaków!


SERNIK Z DYNIĄ
/tortownica 22 cm/

Na spód:
200 g pokruszonych herbatników pełnoziarnistych
15 g cukru
płaska łyżeczka kakao
1/3 łyżeczki cynamonu, imbiru i mielonych goździków
szczypta gałki muszkatołowej
60 g stopionego masła

Na masę serową:
145 g jasnego cukru brązowego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/8 łyżeczki mielonych goździków
1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej
szczypta soli
450 g kremowego serka (u mnie twaróg trzykrotnie mielony)
3 jajka
1 cukier waniliowy
1 szklanka musu dyniowego

Na polewę:
1 szklanka kwaśnej śmietany
1 łyżeczka cukru waniliowego
2 łyżki cukru pudru




Pokruszone ciastka mieszamy z cukrem i przyprawami, dodajemy roztopiony tłuszcz i mieszamy wszystko razem. Powstałą masą wylepiamy dno tortownicy. Schładzamy w lodówce, a w tym czasie przygotowujemy masę serową. Mieszamy ze sobą cukier, sól i przyprawy i dodajemy do twarogu. Ucieramy twaróg z cukrem, w trakcie powoli wbijamy jajka. Gdy składniki się połączą -dodajemy mus dyniowy i cukier waniliowy. Powstałą masę wylewamy na schłodzony spód z ciastek i całość pieczemy przez około 30 minut w 180 stopniach. Na dolnej półce piekarnika stawiany naczynie z gorącą wodą, która będzie nawilżać powietrze.
Po tych upływie 30 minut zmniejszamy temperaturę w piecu do około 165 stopni i pieczemy kolejne 10-20 minut. W tym czasie przygotowujemy sos waniliowy: śmietanę łączymy z cukrami i rozsmarowujemy na wierzchu sernika. Całość zapiekamy jeszcze około 10 minut, aż polewa się zetnie.
Sernik studzimy w tortownicy, a potem chłodzimy w lodówce przez kilka godzin.
Smacznego! :)



poniedziałek, 7 listopada 2011

Domowo. Może kompotu?

Domowa atmosfera. Czyli jaka?
Dla każdego znaczy to coś innego. Bo dla jednych, to obecność kogoś, kto czeka. Dla innych, to zapachy z kuchni, przytulne ściany, ukochane kąty.
Dla mnie na domową atmosferę składają się miliony drobnych szczególików -i takich związanych z przeszłością i tradycjami, i takich naszych rodzinnych osobliwości.
Ale jedną z takich bardzo bardzo domowych rzeczy jest dla mnie kompot. I choć do obiadu coraz rzadziej się go u nas podaje -to pierwsze skojarzenie jest właśnie takie mocno 'domowe'.

Ponieważ ostatnio zaraziłam się jakiś dyniowym wirusem i mam małego bzika na punkcie tego optymistyczno-pomarańczowego warzywa. Dziś dziele się przepisem na kompot dyniowy. Taki tradycyjny, bo dostałam zamówienie na 'normalny kompot bez cynamonowych udziwnień'.
Składniki podaję mało konkretnie -bo ciągle czegoś dodawałam i dosmakowywałam.



KOMPOT Z DYNI

pół mniejszej dyni
5-6 łyżek cukru
10 goździków
4 łyżki octu

Dynię obieramy, kroimy w kostkę. Wrzucamy do garnka i zalewamy wodą. Dodajemy cukier i goździki, a kiedy zacznie się gotować -ocet.
Gotujemy ok 10-15 minut (tak, by kostki się całkiem nie rozpadły). I oczywiście doprawiamy octem i cukrem według indywidualnych upodobań i smaków. To wszystko :)


środa, 26 października 2011

Kolory. Placuszki dyniowe.

Kolory. Kiedyś nie zwracałam uwagi jak głośno do nas przemawiają. Albo inaczej -jak wyraźnie my sami przemawiamy do świata za ich pośrednictwem. Ale ostatnio coraz częściej trafiam na artykuły, felietony dotyczące psychologii koloru. To, po jakie ciuchy sięgamy, to,  jakimi kolorami się otaczamy, sposób, a raczej kolor -w jaki się ubieramy, albo też barwa, z którą w danej chwili się identyfikujemy -podobno mówi bardzo wiele o naszym stanie psychicznym, o naszym temperamencie, osobowości. A przede wszystkim o naszych potrzebach i pragnieniach. Interesujące, prawda?
Może warto rozejrzeć się dookoła i zastanowić, jaki kolor najbardziej cieszy nasze oko. Jaki kolor cieszy naszą duszę. W sieci można znaleźć wiele wyczerpujących informacji i interpretacji kolorów. Szczerze zachęcam do lektury!



Mi dziś od rana baaaardzo pomarańczowo. A to za przyczyną pewnej dyni -całkiem przyzwoitych rozmiarów. Ponieważ troszkę rozłożyło mnie przeziębienie i z każdego kąta domu ktoś do mnie woła, że nie mam wychodzić na dwór -grzecznie siedzę w cieplutkiej kuchni. Siedzę i tworzę. I tak stworzyłam dziś -zupę-krem z dynii, kompot z goździkami i... placuszki dyniowe. I właśnie te oto placuszki rozłożyły mnie dziś na łopatki. Uroczyście oświadczam, że chyba nigdy nie jadłam jeszcze tak pysznych naleśniczków! Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale te dyniowe cudeńka podbiły dziś moje serce! Trafiłam przypadkiem na przepis Cremebrulee i inspirując się oryginałem -zrobiłam te właśnie placuszki:







PLACUSZKI DYNIOWE


3/4 szklanki dyniowego puree*
1 szklanka mąki orkiszowej
2 płaskie łyżki brązowego cukru
pół szklanki mleka
1 jajko
1 łyżka octu (u mnie balsamiczny)
pół życzeki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
pół łyżeczki mielonego imbiru
pół łyżeczki cynamonu
spora szczypta mielonych goździków
szczypta mielonego ziela angielskiego
1/3 łyżeczki gałki muszkatałowej
olej lub oliwa do samażenia




Puree z dyni* przygotowałam następująco: pokrojoną na kawałki dynię chwilkę pogotowałam, odsączyłam i rozdusiłam na puree. Dalej: do puree dodajemy ocet, cukier, mleko i jajko. Mieszamy dokładnie i dodajemy resztę suchych składników.
Placuszki smażymy na dobrze rozgrzanej patelni -ja tylko delikatnie przesmarowywałam ją od czasu do czasu oliwą. Moje placuszki formowałam na takie 'ciut większe od tradycyjnych placuszków', ale i 'ciut mniejsze od naleśników'. Ale przecież każdy robi tak, jak mu najwygodniej :)
Podobno dobrze smakują polane miodem -ale ja nie zdążyłam tego zrobić -jadłam na sucho i smakowały rewelacyjnie! :) Bardzo gorąco polecam.