szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2011

Ciasteczka imbirowo-cytrynowe. Czyli nic na siłę!

Oficjalnie zaczynam pisać pracę magisterską.
Cóż...
W efekcie tego jakże absorbującego przedsięwzięcia -wysprzątałam łazienki, zamiotłam z góry na dół cały dom, urządziłam sobie popołudnie SPA z całą paletą różnych maseczek, upiekłam chleb, po raz setny obejrzałam na podglądzie Dirty Dancing, odwiedziłam przyjaciółkę i wymyśliłam te oto ciasteczka, na które przepis zamieszczam poniżej.
Owocny dzień, mówiąc krótko!
Początkowo wyrzuty sumienia zaczęły mnie nie zjadać, a wręcz pożerać!
Ale -po pierwsze, wychodzę z założenia, że nie ma sensu robić niczego na siłę. Czekam więc na wenę i przypływ motywacji. Musze mieć swój moment! ;) A po drugie -ciasteczka wyszły bardzo dobre: kruche, z lekkim posmakiem cytryny i imbiru. Takie do popołudniowej herbatki.
Zamieszczam przepis na te spontaniczne imbirki, zamykam laptopa i idę... szukać natchnienia do pisania pracy ;)


 

CIASTECZKA IMBIROWO-CYTRYNOWE
/ok 30 sztuk/

80g masła
1 żółtko
2 łyżki śmietany
niecałe pół szklanki cukru
100g mąki pszennej
100g mąki kukurydzianej
czubata łyżka mączki ziemniaczanej
1/3 łyżeczki sody
pół łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka imbiru
łyżeczka startej skórki z cytryny
szczypta soli
i szczypta kurkumy -dla koloru




Wszystkie składniki łączymy ze sobą, zagniatamy. Nabieramy łyżeczką ciasto, formujemy niewielkie kuleczki, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i spłaszczamy je delikatnie widelcem.
Pieczemy ok 13 minut w 180 stopniach, studzimy na kratce i gotowe! :)


poniedziałek, 14 listopada 2011

Klopsiki drobiowe. I o humorach listopada.

Dziś, a zresztą już nawet wczoraj -listopad pokazał swoje ciemniejsze oblicze.
Zrobił się ciężki, tak jak jego mgła, jak kłęby dymu z komina, jak liście, które już uleżały się na ziemi.
I wtedy człowiekowi też robi się jakoś ciężko, bo myśli przybierają bure kolory.
W takie dni, kiedy jesień i słońce drą ze sobą koty; w takie dni, kiedy niebo się burmuszy -trzeba zrobić cokolwiek, by nie dać się tej ospałej atmosferze.
I nawet jeśli ciężko szukać urokliwych szczegółów w zamglonym listopadzie -postanowiłam przez najbliższe dni to właśnie robić.
Będę szukać.
Będę fotografować perełki listopada, będę wykorzystywać jego długie wieczory.
Może w końcu sam listopad się uśmiechnie? :)

A Wy jakie macie metody na przegonienie listopadowych chmur?


W moich przepisach dziś coś wytrawnego. Kiedyś, całkiem przypadkowo oglądając na TVN Style 'Rewolucję na talerzu', przykuł moją uwagę przepis na oryginalne klopsiki drobiowe.
Klopsiki są przede wszystkim...chude. Tak je chyba nawet scharakteryzowały same pomysłodawczynie. Ich oryginalny smak zaklucza się w dodatku limonki i imbiru. Nie są smażone, jak tradycyjne klopsy mielone, a gotowane na parze, dlatego też w środku są wilgotne.  Mi bardzo przypadły do gustu i polecam wszystkich, którzy lubią eksperymenty i nowe ciekawe smaki.
Może takie danie to też dobra alternatywa dla ponurych dni? :)





KLOPSIKI DROBIOWE
/z limonką i imbirem/

pojedyncza pierś z kurczaka*
skórka otarta z limonki
sok z połowy limonki
1 białko
mały ząbek czosnku
ok. centymetra startego korzenia imbiru
szczypta natki pietruszki
sól i pieprz do smaku





Pierś z kurczaka kroimy na kawałki (by później łatwiej było zmielić mięso). Dodajemy sok i skórkę z limonki, czosnek przeciśnięty przez praskę (lub drobno posiekany), starty korzeń imbiru. Rozdrabniamy mięso w blenderze. Dodajemy białko, doprawiamy solą i pieprzem i dosypujemy natkę pietruszki.
Z powstałej masy formujemy okrągłe klopsiki i gotujemy je na parze przez kilka minut (ja gotowałam przez niecałe 10 minut, formowałam niewielkie kuleczki).
Klopsiki przygotowuje się naprawdę szybko :)

*pierś z kurczaka możemy zastąpić jakimkolwiek mięsem drobiowym rozdrobnionym na kawałki


piątek, 4 listopada 2011

Gruszki, imbir, goździki. Jesienne muffiny.

Jesień już zdominowała poranki -są szare i mgliste. Zdominowała wieczory, bo są coraz dłuższe i chłodniejsze. W ciągu dnia też jej pełno -w opadających liściach, w awaryjnych rękawiczkach w kieszeni kurtki, w szarym dymie z kominów i optymistycznie żółtych akcentach na drzewach.
Zdominowała nas! A ja z uśmiechem na ustach poddaje się jej nastrojom i robię prawdziwie jesienne muffinki.
Przepis jest efektem mojego jesiennego natchnienia. Te eksperymentalne muffinki zasmakowały mi tak bardzo, że od razu szybko spisałam wszystie proporcje na kartce i teraz dzielę się z Wami.
Aby je króko opisać, powiem, że są: zdrowe -bo z mąką razową, otrębami, płatkami owsianymi; jesienne -bo z jesienną gruszką, i takie jakieś klimatyczne -z tymi goździkami i imbirem... Spróbujcie :)







MUFFINY GRUSZKOWE
/z imbirem i goździkami/

4 czubate łyżki mąki razowe
4 łyżki mąki pełnoziarnistej ( u mnie orkiszowa)
3 łyżki płatków owsianych
2-3 łyżki brązowego cukru
pół łyżeczki sody
2 łyżki otrębów
jogurt naturalny
2 łyżki oliwy
2 białka + 1 żółtko
półłyżeczki cynamonu
płaska łyżeczka imbiru
duża szczypta gałki muszkatałowej
pół łyżeczki mielonych goździków
3 małe /2 średnie gruszki




Płatki owsiane mieszamy z jogurtem i odstawiamy, by trochę zmiękły. W tym czasie obieramy gruszki kroimy w drobnąkosteczkęlub małe plasterki.
W jednej misce mieszamy suche składniki: mąki z cukrem, sodą, otrębami i przyprawami, w drugiej: jogurt z płatkami owsianymi, żółtko i białka, oliwę. Łączymy ze sobą zawartość obu misek (ciasto będzie dość gęste) i dodajemy gruszki, mieszamy i przekładamy do foremek.
Muffinki pieczemy w 180 stopniach, niecałe pół godzinki.
*z podanych składników wychodzi średnio 10 mniejszych muffinek