szukam...:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2012

Sałatka z cukinii i ziemniaków -z wyczuwalną jesienną nutką.

Wiem, że początek września, to jeszcze nie jesień.
I wiem, że jesień, to nie tylko babie lato i ciepłe kolory.
Ale zdążyłam się już zachłysnąć tym niesamowitym przejściem z lata w pierwsze, prawie-jesienne dni.
I czuję, że ta euforia się pogłębia!

W planach mam dziś dłuższa wycieczkę rowerową z aparatem pod pachą.
A tymczasem: jesienna sałatka. Trochę eksperymentalnie, w ślad za Elą Ma z blogu Potrawy półgodzinne. Chłodzi się właśnie w lodówce, ale z pierwszego smakowania (czyt.: wyjadania) już przypadła mi do gustu :)
Od oryginały rózni ją to, że obrałam cukinię ze skórki i całość doprawiłam odrobiną ostrej musztardy.
Polecam :)






SAŁTAKA 
Z CUKINII I ZIEMNIAKÓW

5 ziemniaków
pół średniej cukinii
4 ogórki małosolne
2 pomidory
kilkanaście słodkich śliwek węgierek
natka pietruszki (spora garść)
sól, pieprz, oliwa, sok z cytryny
musztarda (opcjonalnie)

Ziemniaki i cukinię obieramy i gotujemy na parze. Cukinię lepiej dodać pod koniec, aby nie zrobiła sięz niej papka. Półtwarde warzywa studzimy i kroimy w większą kostkę. Pomidory obieramy ze skórki, kroimy w cząstki; ogórki w słupki, śliwki również w słupki lub półćwiartki.
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, dodajemy posiekaną natkę pietruszki, doprawiamy solą, pieprzem, oliwą i sokiem z cytryny. Choć tak naprawdę doprawiamy wedle uznania, ja dodałam jeszcze musztardę.
Smacznego! :)





A oto i kolejny przejaw mojej wczesno-jesiennej euforii:


wtorek, 28 lutego 2012

Sałatka z tortellini. Gdy wszystko do siebie pasuje.

Czytam, a raczej poczytuje sobie ostatnio pewną książkę. Jest o muzyce. O muzyce -którą uważa się za absolut -pierwotny byt doskonały. Muzyce -duszy człowieka; czymś najczystszym, idealnym, nieuchwytnym. I główny wątek opiera się na poszukiwaniu tej idealnej melodii, na odnalezieniu zapisu dźwięków, które idealnie do siebie pasują. Bo główny bohater wierzy, że tylko ten jeden jedyny porządek nut ma w sobie szczególną magię, która pozowli mu osiągnąć spokój...
Mimo, że książka nie porywa mnie do szaleństwa -zaczęłam się zastanawiać. Bo chyba rzeczywiście sytuacje w których wszystko jest na swoim miejscu; rzeczy, w których wszystko do siebie pasuje -dają nam poczucie pewnej harmonii. 

Może dlatego, czasem podświadomie tak bardzo dbamy o szczegóły?
Może dlatego tak usilnie szukamy w życiu kogoś, z kim stworzymy dobrany zespół?
A może ważniejszy od idealnego porządku jest właśnie ten przypadkowy bałagan, który rodzi się w poszukiwaniach? 
;)

Zbieram sobie ostanio sporo kulinarnych zaległości. Nazbierałam już małą kupkę zdjęć i przepisów, ale skoro wzięło mi się dziś na rozmyślania o rzeczach dobrze dobranych -dzielę się przepisem na pewną sałatkę. Mimo iż lubię eksperymenty -niektóe wynalazki nie przemawiają do mnie właśnie dlatego, że są tak udziwnione, aż naciągnięte. I tym sposobem na początku bardzo sceptycznie podchodziłam do sałatki z makaronem totellini. Moja pierwsza styczność z tym wynalazkiem -to sos majonezowy z kawałkami ogórka i rozgotownym makaronem... Ale później miałam okazję spróbować innej wersji, którą udało mi się odtworzyć z pamięci. I którą naprawdę szczerze polecam -bo dla moich kubków smakowych -wszystko w niej świetnie do siebie pasuje :) 


SAŁATKA Z SEROWYM TORTELLINI

paczuszka makaronu tortellini z nadzieniem serowym
puszka ananasów
puszka kukurydzy
średni por
120g szynki konserwowej (najlepiej drobiowej)
pół kubeczka jogurtu naturalnego (dość gęstego)
ok. 2 łyżki majonezu
sól i pieprz



Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu, odcedzamy i studzimy. Por kroimy drobno. Odcedzamy kukurydzę z zalewy. Ananasy kroimy w 'ząbki', również dość drobno. Szynkę kroimy w nieduże słupki. Wszystkie składniki mieszamy delikatnie ze sobą (tak, by makaron się nie rozsypał), doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Dodajemy sos z jogurtu zmieszanego z majonezem. I tu uwaga -dodajemy tyle, by składniki ładnie się posklejały, ale nie pływały w sosie. Całość mieszamy i odstawiamy do lodówki, by się 'przegryzło'. Życzę smacznego! :)